DP: Na obozie życie płynie

Andrychowscy piłkarze od tygodnia pracują na obozie, a ich bazą jest oberża na Czarnym Groniu. Korzystają z niej dzięki uprzejmości Sławomira Rusinka, jednego z wielu członków klubu Stu, wspierającego Beskid.

Na pewno obozie nie ma lekko, ale przecież zimą ładuje się akumulatory nawet w poczet całego roku. Zgrupowanie to także doskonała integracja zespołu, w którym pojawiło się przecież kilku nowych zawodników.

Jak podkreśla trener Beskidu Mirosław Kmieć, szeroka kadra pozwoliła mu na poniesienie poprzeczki treningowej zawodnikom.

Na obozie jest jak w wojsku, dzień zaplanowany od pierwszej do ostatniej minuty. Nie ma czasu na nudę. – Już o godz. 6:30 mamy zaprawę poranną, czyli tzw. tlenówki. To po prostu marszobiegi – zdradza andrychowski szkoleniowiec. – Godzinę później jemy śniadanie.

Jednak po nim nie ma już czasu na przytulenie się do poduszki, bo na godz. 9 piłkarze mają zaplanowany już trening w sali, a jest on bardzo intensywny. – Mamy też zajęcia na koordynację, jest czas na grę w siatkówkę, koszykówkę, czy aerobik. Na obiad wracamy na godz. 14. – podkreśla trener Kmieć. – Potem jest czas na zajęcia z taktyki. Najpierw teoria, bo oglądamy zapisy filmowe z naszych jesiennych meczów, które dokładnie analizujemy. Mamy też coś ze sparingów. Siłownia i potem idziemy na „Orlika”, żeby taktykę przećwiczyć w praktyce – dodaje.

Potem nadchodzi wreszcie czas kolacji i małego relaksu, bo można odpocząć w wodzie, trochę poleniuchować, oddać się w ręce masażysty, czy wreszcie spocić się w saunie. – U Mirka jak u mamy – odpowiadają chórem i z uśmiechem andrychowscy piłkarze.

Obóz zakończy się w niedzielę.

źródło: Jerzy Zaborski / Dziennik Polski

Zostaw wiadomość