Kibolska relacja z Nowej Huty

Kibicowska relacja z sobotniego spotkania Beskidu z Hutnikiem Nowa Huta.

Na ten prestiżowy dla nas wyjazd mobilizację rozpoczęliśmy na 3 tygodnie przed nim. Smaczku temu spotkaniu nadawał fakt, że odbyć się miało ono przy sztucznym świetle, co dla nas było oczywistym znakiem, aby nadać mu odpowiednią oprawę. Ze zbiórki wyruszamy planowo 2 autokarami i 2 autami, jest nas razem 130 osób w tym Energie Cottbus w 20 osób oraz Górnik Libiąż, również w liczbie 20 głów. Towarzyszy nam oczywiście milicja, której tego dnia jest nadspodziewanie dużo. Coś koło godziny 19:00 meldujemy się pod obiektem Hutnika, szybka kontrola i wszyscy jesteśmy na sektorze. Wieszamy 7 flag i ruszamy z dopingiem, w asyście bębna na 10 minut przed pierwszy gwizdkiem. Gra na boisku układa się po naszej myśli, dzięki czemu nasz doping trwa nieustannie, Hutnik również dobrze dopinguje, jest ich w młynie 400-500 osób. Prezentują oprawę, odpalając przy tym strobo i jakieś race. W II połowie opalili jeszcze kilka rac i OW. Do przerwy 2-0 dla Beskidu, więc i humory dopisują. W przerwie zaczynamy przygotowania do naszej prezentacji, którą zaczynamy około 55. minuty. Składały się na nią: 20-metrowy transparent „Seryjni podpalacze”, pasy materiału i duża ilość wszelkiej maści pirotechniki. Całość dała zadowalający efekt, w planach było użycie sektorówki zamiast pasów materiału, obawialiśmy się jednak niskiego nachylenia sektora gości, słusznie zresztą. Kilkanaście następnych minut dopingujemy bez koszulek. Pod koniec prowizoryczna wymiana uprzejmości, którą zaczyna Hutnik. Beskid ostatecznie wygrywa 2-1, piłkarze chcą podziękować za doping, jednak odwracamy się do nich plecami. Wracamy spokojnie do Andrychowa i w wynajętym lokalu bawimy się wraz z naszymi przyjaciółmi (którym dziękujemy serdecznie za przybycie) do białego rana.

Na koniec może kilka słów wyjaśnienia do drużyny: To, że wygraliście mecz na Hutniku, nie znaczy, że zapomnimy o klęsce, jaką ponieśliście kilka dni temu w Pucharze Polski. Jak widać, skoro potraficie pokonać lepszą drużynę, jaką niewątpliwie jest Hutnik, to problemem nie powinno być ogranie „piłkarskiej potęgi” Jałowca Stryszawa. A „trener” Wądrzyk jeśli nadal będzie zachowywał się w sposób taki, jaki zaprezentował w Krakowie i groził zawodnikom wyrzuceniem z klubu, wróci bardzo szybko na wieś do Kleczy lub Porąbki (gdzie nawiasem mówiąc bardzo niepochlebnie wyrażał się o klubie, w którym się wychował – czyli nomen omen Beskidzie), gdyż BESKID ANDRYCHÓW to miejsce dla osób, które mają go w sercu, nie w dupie i nie są tutaj tylko dla pieniędzy. To miejsce dla ludzi, którzy szanują jego historię i tradycję, oraz osób, dzięki którym ten klub jeszcze istnieje i którzy nie uciekli w najcięższych dla niego czasach. Chcieliśmy przypomnieć także, że my bezinteresownie jeździmy setki kilometrów za Beskidem, nie mając z tego żadnych korzyści, oprócz własnej satysfakcji a często jedynie problemy. Więc jeśli ktoś robi łaskę, żeby podejść po przegranym, bardzo ważnym meczu i powiedzieć „PRZEPRASZAM”, to po zwycięskim łaski robić nie musi.

Zdjęcia (EstadioPasion, Grzegorz Sroka, NowyHutnik):

Zostaw wiadomość