RELACJA Z PIŃCZOWA

Nida Pińczów – BESKID ANDRYCHÓW 20 marca 2011 r.

Relację należy rozpocząć od faktu, iż już od sobotniego popołudnia gościliśmy naszych przyjaciół z Cottbus, którzy w 12 osób zawitali do naszego miasta. Pomimo śniegowo-deszczowej pogody i mrozu postanowiliśmy rozegrać już trzeci „międzypaństwowy” mecz pomiędzy naszymi ekipami. Niestety tym razem chłopaki z Cottbus, których wcześniej bezskutecznie faszerowaliśmy piwskami, nie dali nam szans wygrywając 18:10. Po meczu udaliśmy się na małą alkoholizację, która nie trwała za długo, gdyż jak wiadomo wcześniej trzeba było wstać.

Następnego dnia na zbiórce stawiamy się w dobrych humorach i jest nas wszystkich 75 osób. Nie mogło zabraknąć niestety zbędnego balastu, ale niestety takie czasy. W trasę ruszamy ze sporym zapasem prowiantu wszelakiej maści nabitym autokarem oraz busem. Pogoda w końcu dopisuje, więc jest git. W Trzebini spotykamy się z Górnikiem Libiąż, który w tym dniu swój mecz rozgrywał w Jędrzejowie i razem ruszamy na trasę, w której to na pewnym z postojów kilka osób od nas i z Libiąża chyba za bardzo wkręciło się w zabawę pt „dogoń psa” :)

Do samego Pińczowa dojeżdżamy spóźnieni 15 minut przez jakiś pierdolony objazd. Pod stadionem wita nas ochrona z kamerą wycelowaną w nas w odległości 2 metrów i całkiem pokaźna ilość służb mundurowych. Chlebem z solą nie powitał nas za to zarząd miejscowego klubu, który pierwsze uparł się, że każdy z nas musi zapłacić 7 zł za bilet a następnie, gdy postanowiliśmy już dać im zarobić, że na obiekt wejdzie tylko „przepisowe” 50 osób, na co oczywiście się nie godzimy. Na nic pomagają negocjacje z ichniejszym prezesem kibiców Nidy (dzięki za pomoc), więc postanawiamy, że pojedziemy sobie do Jędrzejowa wspomóc Górników, jednakże ich prezes słysząc, że przyjeżdża 75 hunów z Andrychowa chyba dostał zawału i kategorycznie odmówił hehe. Zostajemy zatem we wsi Pińczów i drugą połowę oglądamy zza stadionu, nieopodal „klatki”.

Jako, że doping tego dnia nie był naszą najmocniejszą domeną, postanawiamy kibicom Nidy przypomnieć kilka istotnych faktów sprzed ostatnich miesięcy, kiedy to w Andrychowie po meczu salwowali się ucieczką do autokaru, próbowali coś nam odpowiedzieć, ale byli słabo słyszalni (na nasze oko ok 40 osób). Z braku możliwości trzymamy w rękach naszą flagę wyjazdową oraz wizytówkę InfernoCottbus. Pod koniec meczu rzucamy kilka OW, dziękujemy piłkarzom za ambitną postawę i pakujemy się w drogę powrotną, która mija w miarę spokojnie.

Kilka zdjęć z wyjazdu:



Zostaw wiadomość