DP: Relacje zostały odwrócone

Tego nie spodziewał się nikt. Beskid Andrychów na własnym boisku przegrał z Górnikiem Wieliczka 0-3 (0-2), co jest o tyle zaskakujące, że to przecież wieliczanie, dysponujący młodzieżowym składem, bronią się przed spadkiem, więc ich notowania są niższe od gospodarzy, będących zespołem środka tabeli.

Jednak dla trenera Beskidu Mirosława Kmiecia największą zagadką po rozpoczęciu ligowych zmagań są odwrócone relacje w porównaniu ze sparingami. W okresie przygotowawczym jego podopieczni strzelali sporo goli, grając uważnie w obronie. Tymczasem w dwóch meczach wiosny nie tylko przegrali oba mecze (na inaugurację wiosny w Pińczowie było 0-1 – przyp. red), ale nie zdobyli dotąd bramki. Dysponują przecież mocną siłą ognia, że wystarczy wspomnieć Przemysława Knapika, Dariusza Chowańca, Eryka Kozioła, czy Dawida Rzeszutkę. – Zimą doszło do nas kilku zawodników, którzy najwyraźniej potrzebują czasu na wkomponowanie się do zespołu – uważa Mirosław Kmieć, trener Beskidu. – Przecież to był zastrzyk „świeżej krwi” niespotykany w ostatnich kilku latach. Proszę sobie przypomnieć, jaką w przeszłosci mieliśmy kadrę. Przyszło nam przecież „orać” zawsze „gołą jedenastką”. Może za komfort pracy trzeba zapłacić. Przecież chłopcy dali z siebie wszystko na boisku. Rywale mieli trochę więcej szczęścia, bo przy naszej przewadze wyszła im jedna kontra. Potem gość przyłożył w „okienko” z 40 metrów, więc znaleźliśmy się w trudnej sytuacji. Owszem, w przeszłości potrafiliśmy doprowadzić do dramatycznej końcówki, przegrywając nawet 0-3, ale tym razem się nie udało i co mogę na to poradzić – dodaje andrychowski szkoleniowiec.

Brak szczęścia popiera konkretnym przykładem. – W sparingach gole jak na zawołanie strzelał pozyskany przez nas z Podbeskidzia Bielsko-Biała Eryk Kozioł, a w meczu przeciwko Górnikowi trafił w słupek. Co można powiedzieć innego, jak nie tylko tyle, że zabrakło mu szczęścia – podkreśla trener Kmieć. – Swoją sytuację miał przy wyniku 0-1. Gdyby trafił, pewnie wrócilibyśmy do gry i mecz potoczyłby się zupełnie inaczej.

Andrychowski szkoleniowiec powiedział, że sytuacja jego zespołu jest trudna, ale nie beznadziejna. – Czym są dwie porażki wobec tego, co działo się w przeszłości, kiedy zespół walczył bez pieniędzy, jeździł na mecze wyjazdowe własnymi samochodami, czy wreszcie nie miał zarządu i gdy wydawało się, że andrychowska piłka może zniknąć ze sportowej mapy Małopolski. Dwie porażki są śmieszne wobec tego, co już przeszliśmy. Zawsze tak jest, że porażki na początku rundy są widoczne i kłują w oczy. Gdyby trafiły nam się w połowie rundy, przy mocno ukształtowanej już tabeli, nikt nie podnosiłby lamentu. Proszę kibiców o odrobinę cierpliwości. Nasza gra musi w końcu przynieść efekty – kończy andrychowski szkoleniowiec.

źródło: Dziennik Polski

Zostaw wiadomość